2 August 2016

Rosyjskie wakacje z Prismą

00:16
Pewnie wiecie, że tej wiosny wymyśliłam sobie wyjazd do rodzinnego miasta w Rosji wraz z moim synkiem i pobyt z babcią i dziadkiem, których widzi tylko na Skypie. Skoro nie jestem żoną rosyjskiego oligarchy ani Kubańskiego narko barona, to taką podróż pozwalam sobie zafundować raz do roku. Dobę zajmuje droga w jedną stronę, prawie z każdym wylewam morze łez, w głowie bije strumień niekończących się wspomnień. Tego roku licząc na zrozumienie ze strony przełożonych, oznajmiłam w pracy że wyjeżdżam na miesiąc. Wierzyłam że tyle wystarczy by zobaczyć się z gronem licznych znajomych, odwiedzić miejsca drogie mojemu sercu i w ogóle spokojnie spędzić czas z bliskimi. Wakacje się udały,  nie biorąc oczywiście pod uwagę naszego pobytu w szpitalu, którym skończył się wielogodzinny powrót do Warszawy. Zwiedzając rodzinne miasto robiłam w myślach projekcje dzisiejszego wyglądu na ten z mojej pamięci. Poruszać się w Kursku mogłam z zamkniętymi oczami, często czułam się tak, jakbym chodziła we śnie. Ułatwiało to oczywiście łapanie pokemonów :P

 kursk-prisma-photo

Lekcja historii


Myślicie pewnie, że Kursk jest położony na północy kraju lub w jego głębi? Słyszałam wiele różnych pomysłów, ale przypomnę, że znajduje się on w południowo-zachodniej części Rosji, niedaleko Ukraińskiej granicy. Jest to jedno z najstarszych miast w Rosji, mówi się wśród ludzi, że tutaj w czasach władzy Katarzyny Wielkiej wysyłano zbrodniarzy i prostytutki :) Mówiąc poważnie, Kursk znany jest raczej z czasów Drugiej Wojny Światowej: W lipcu 1943 na odcinku frontu na zachód od miasta rozegrała się jedna z największych bitew – bitwa na Łuku Kurskim.

Spacerem po Kursku z Val


Najbardziej kusi mnie pieszy spacer od domu do samego Placu Czerwonego (taki chyba jest w każdym rosyjskim mieście, tak samo jak ulica Lenina czy Karola Marksa). Płynny ruch samochodów w niedzielne upały, pustki na głównej ulicy miasta, wieczorem przekształcającej się w czerwony dywan. Dziesiątki dziewczyn latają tam i z powrotem w poszukiwaniu swego jedynego. 
Duże restauracje świecą w tym sezonie pustkami: "Kryzys", tłumaczą mi koleżanki. Nie stoi to jednak na przeszkodzie budowie kolejnych galerii handlowych. Chodzą plotki, że wielkimi krokami do Kurska zbliża się Zara - wyznacznik prestiżu miasta wg. Rosjanek.  Jeszcze o zakupach: jeżeli chcecie kupić podróbkę Fendi, LV, Valentino (i to z ostatnich pokazów sezonu 2016), to możecie to zrobić całkiem legalnie w każdej galerii handlowej. Więcej o zakupach bardziej i mniej udanych pisałam tutaj


 курск красная площадь


Mamy w Kursku wiele zabytków, miejsc wartych wspomnienia. Chętnie bym oprowadziła po całym mieście, opowiadając jego sławną historię. Wspomnę tutaj tylko niektóre, odwiedzane przeze mnie w każdej wolnej chwili. Dziewiętnastowieczny kościół, w którym odbył się ślub K. Malewicza. Łuk położony przy samym wjeździe do miasta (bardzo podobny do tego paryskiego), liczne place memorialne, wyższe uczelnie, założone jeszcze kilka stuleci temu, przepiękny dworzec kolejowy znany szeroko z lat 80-tych kiedy pewnego dnia młody snajper zaczął strzelać do cywilów. Nieopodal Kurska położony jest męski klasztor Pustelnia Korzenna, odwiedzany przez tysiące ludzi z całego świata. Znany jest przede wszystkim z cudownej ikony, znalezionej w 1295 roku i leczniczej wody, która bije z samej ziemi w tym miejscu, gdzie leżała ikona. Boję się, że na tym moja skąpa w szczegóły opowieść powinna przerosnąć w porządną opowieść o Kursku i jego historii ... Postaram się wypełnić ten brak kilkoma zdjęciami z mojej ostatniej podroży.

Z mojej strony będzie bardo logicznym wspierać rosyjskiego producenta, a pisząc o zdjęciach mam na myśli autorów nowej aplikacji Prisma.

 LOtnisko Chopina Warszawa Prisma

 Kurskcity prisma photo

 selfie prisma
 курск мега гринн фото prisma


 prisma колесо обозрения курск первого мая


 коренная пустынь 2016
 
 коренная пустынь 2016


 курск парк первого мая

 курск парк первого мая

 колесо обозрения курск
 
 курск парк первого мая
 

 prisma

курск знаменский собор 2016
 
 курск красная площадь
 





Find me on:

     

18 May 2016

Łazienki Królewskie idealne wiosenne spacery

06:00
"Dlaczego człowiek idzie na te studia do Warszawy i siedzi w akademiku, nic nie zwiedza", żałuje mój mąż podczas tradycyjnego już spaceru w Łazienkach Królewskich. "Może dlatego, że tego nie doceniacie, odbieracie za coś co wam dano", - sugeruję podchodząc do kwitnącej tulipanami oranżerii. Jestem tutaj od 5 lat, przeprowadzka do Polski była dla mnie furtką do wielkiego świata. Będąc na wymianie przez 2 lata korzystałam z każdej możliwości: zwiedziłam wiele miejsc w samej Warszawie, Polsce i poza jej granicami. Nigdy nie wiedziałam, czy zostanę tu na dłużej czy los odeśle mnie do ojczyzny. Także wracając do tematu potwierdzam: przetupałam całe łazienki w każdym możliwym kierunku o każdej porze roku. Kwitnące bzy czy zaśnieżone ławeczki: wszystko podziwiam jak niezwykłe cudo. Niemniej jednak dopiero w tym roku pierwszy raz znalazłam się na otwarciu sezonu koncertów Chopinowskich. Przyznam że kosztowało mnie to dużego wysiłku organizacyjnego.  


 Park Holenderski Łazienki Królewskie 2016

Każdego tygodnia coś nowego do zwiedzania


Może nie powinnam porównywać Łazienek do Central Parku w Nowym Jorku, ale mam pewność tego, że odgrywa nie mniejszą rolę w stolicy. Tłumy turystów, do których zawsze doliczam siebie i rodzinę, podziwiają każdy zakątek na terenie ok 76 ha. Ile razy nie byłam w Łazienkach na spacerze, zawsze trafiam na inny wygląd: tej wiosny np. cieszyliśmy się z ogrodu holenderskiego: gigantyczne tulipany wszystkich możliwych kolorów rozkwitły w rożnych  częściach parku, można je było podziwiać nawet w miniony weekend gdy nastała już kolej drewnopodobnych bzów. Białe, różowe, w odcieniach fioletu, rosną tutaj przez wiele dekad, każdego maja zbierając setki komplementów, w ostatnich latach - zdjęć na Instagrama oraz niezadowolonych wzroków alergików. 

W Łazienkach Królewskich z dzieckiem


Mój mały biega jak szalony: w jego wieku ciekawsze są patyczki, więc spacer nie wygląda jak przed jego przyjściem na świat. Nie ma siedzenia na ławeczce w cieniu przeogromnej tui, czytania książki, robienia zdjęć i podziwiania rozlazłych i pewnych siebie pawi. Ciągle tylko latam za nim od fontanny do stawu, przewidując w ostatnim momencie jego sprytny ruch. Mam wrażenie, że pozostali rodzice mają spokojniejsze dzieci lub lekceważą większość w ich zachowaniu do momentu wystąpienia konsekwencji. Również ubieram się w zupełnie inny sposób - moim hasłem stylizacyjnych jest wygoda. Szeroki słupek, lub płaskie buciki. Często zarzucam na ramię mój ulubiony plecak, który zawiera raczej zapasowe rajstopy, chusteczki, przekąski i w ostatniej kolejności telefon i szminkę. W takich momentach nie czuję się blogerką modową, łatwiej we mnie rozpoznać przedstawiciela bloga podróżniczego lub parentingowego. 

Co zwiedzaliśmy w ostatnich tygodniach

 Park Holenderski Łazienki Królewskie

 Park Holenderki Łazienki Królewskie 2016

 Palac na wodzie Łazienki Królewskie

 wiosna w Łazienkach Królewskich 2016

 Pałac na wodzie

 Tance ludowe Łazienki Królewskie 2016

 #outfit Łazienki Królewskie


 pawie Łazienki Królewskie


 spacery z dzieckiem Łazienki Królewskie

 spacery w Łazienkach Królewskich 2016

 spacery z dzieckiem Warszawa


 mandarynki Łazienki Królewskie

 nad stawem Łazienki Królewskie


 tance ludowe w Łazienkach Królewskich

  Tance Ludowe w Łazienkach Królewskich







19 January 2016

Pieszo przez góry: Kudowa Zdrój. + Wideo!

00:31
Polak jedzie w góry głównie po to, by napić się gorzkiej, kupić "prawdziwe" oscypki oraz by pojeździć na nartach lub desce. Kiedyś czekałam na dobrą pogodę, by udać się z koleżanką do wypożyczalni sprzętu narciarskiego i spędzić dobrych kilka godzin na nartach. Nie mieliśmy wtedy w mieście zorganizowanego stoku, jedyną możliwością była trasa wzdłuż rzeki. Wspominając dziś dawne czasy nie mam już ochoty do uczenia się jazdy na stokach. Urzekają mnie coraz bardziej piesze spacery, wielogodzinne, wyczerpujące, po których nie czuję nóg i pleców ale jestem szczęśliwa. Kilka dni tuż po sylwestrze spędziliśmy w małym miasteczku Kudowa Zdrój tuż przy granicy z Czechami. 

Co warto zobaczyć?


Z mapą (a raczej nawigacją) wyruszyliśmy z Mateuszem w długą podróż po okolicach. Nasz hotel znajdował się tuż przy parku uzdrowiskowym, który budownictwem przypomina turystyczne Karlowe Wary. Po jednej stronie pijalnia wód mineralnych, po drugiej termy




Przyprószony śniegiem i skuty lodem staw znajduje się tuż po drugiej stronie od nas. Jeszcze para uliczek - i granica państwa. 


 
Kilka ścieżek prowadzi od razu pod górę i za kilka minut kończy się przy znanej relikwii - kaplicy czaszek. Dzięki niezwykłej pracy księdza Wacława Tomaszka pod koniec XIX wieku udało się w jednym miejscu zgromadzić kości ok. 30 tys. ludzi, pochowanych na okolicznych ziemiach. Większość z nich zginęła podczas panującej lata wcześniej epidemii ospy a drudzy polegli w licznych wojnach na mających swe pola bitew w okolicy. Kaplica jest w całości wyłożona czaszkami i kośćmi ludzi, pod podłoga pozostają jeszcze tysiące nieznanych. Tajemnica tego miejsca pozostawia swoich widzów w głębokim milczeniu. 


Tak samo i my w ciszy wyruszyliśmy w dalszą podróż w górę. Po drodze zachwycały nas wysokie pagórki, porośnięte sosnami i jodłami, niespokojna rzeka, kręte zamarznięte kawałki jezdni. 





Po kilku kilometrach dotarliśmy do zabytkowej ruchomej szopki, całkowicie wykonanej z drewna. Wystawiona ona jest nie w muzeum lecz w prywatnej posiadłości wnuków jej wykonawcy.

Dalej nasza droga leżała do tzw szlaku ginących zawodów. Wybaczcie ale najbardziej mnie interesowało mini zoo z mnóstwem chętnych do zjedzenia bułeczki zwierząt. Tak minęło dobre 2 godziny, ponieważ nie mogłam odejść od głodnych jelonków, owieczek i rudego bizona :)






I na koniec - wideo z wyjazdu




Share
zBLOGowani.pl